czwartek, 28 marca 2013

NOWY BLOG!!

Ale mnie tu dawno nie było! Zagląda tu ktoś jeszcze w ogóle? xD
No ale nie o tym dzisiaj. Założyłam nowego bloga... Nie wiem, co mnie podkusiło xD
W każdym bądź razie, jeśli ktoś to w ogóle przeczyta, niech wejdzie

http://the-royal-story1d.blogspot.com/

Bardzo mi na tym zależy :)
Pozdrawiam,
patty lubi żelki :3

P.S. Zapraszam również tutaj http://anything-is-possible-opowiadania.blogspot.com/ Nie skoczyłam go jeszcze xD

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Epilog

Święta, święta i po. Wylądowałam w Londynie i odetchnęłam z ulgą. Lubię Nowy York, ale to miasto stało się moim ukochanym.
Wysiadłam z taksówki i czekałam aż Liam zapłaci kierowcy i otworzy drzwi. Po paru minutach mogłam już rzucić się na swoje łóżko i spokojnie dać się porwać Morfeuszowi.
Następnego dnia obudziły mnie niewinne promyki słoneczne przedzierające się przez zasłony. Przeciągnęłam się i usiadłam na kanapie. Włożyłam stopy w milutkie kapciuszki. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Nadal lekko zaspana, wyjęłam z szafy jakieś ubrania i udałam się do łazienki.
W kuchni spotkałam Liama. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i zaczęłam przygotowywać kanapki dla siebie. Wszędzie był tak... cicho i pusto. Tęsknię za chłopakami. Ale na szczęście dzisiaj już wracają. I w końcu zobaczę mojego Harry'ego. Wiem, że nie widzieliśmy się tylko parę dni, ale chcę go mieć przy sobie cały czas.
Po śniadaniu na mnie przypadło zmywanie naczyń. Ze względu na mój wyśmienity humor, zgodziłam się to zrobić. Po skończonej robocie dołączyłam do brata oglądającego telewizję w salonie. Włączyliśmy sobie film i czekaliśmy na przyjaciół.
Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Zerwałam się z kanapy i zniecierpliwiona podążyłam do hallu. To był Zayn.
Opowiadał jak to spędził czas z rodziną. I tak wszyscy po kolei zaczęli się zjeżdżać. Kiedy do budynku wszedł mój chłopak, wręcz rzuciłam się na niego. Zaczęłam go zachłannie całować, a on oddawał mi pocałunki. Tę chwilę przerwał nam Lou, który stwierdził, że nacieszymy się sobą wieczorem.
Niall wpadł do domu jak burza, akurat na obiad. Ten to ma wyczucie! Przywitał się ze wszystkimi i od razu zasiadł do stołu. I ja znowu sprzątałam po posiłku. Tylko z tą różnicą, że Harry mi pomagał. Większość czasu, co prawda, spędziliśmy na całowaniu oraz przytulaniu.
Potem dałam chłopakom prezenty. Dostałam od nich naprawdę wspaniałe podarunki, ale jednak najlepszy był od Harry'ego. Dał mi śliczną bransoletkę z wygrawerowanymi jego inicjałami. Od razu ją założyłam i cieszyłam się jak głupia oraz obdarowałam go kolejnym już tego dnia, pocałunkiem.
Po południu rozsiedliśmy się na kanapie w salonie. Nie zabrakło oczywiście też śmiechu. Niall gonił Louisa, bo ten zabrał mu żelki, Harry straszył Liama łyżkami, a Malik siedział w fotelu i zawzięcie coś pisał w jakimś zeszycie. Wyrwałam mu ten długopis i notes. Uciekałam przed Zaynem po całym domu. W końcu schowałam te przedmioty w swojej kurtce, a jemu powiedziałam, że wypadły mi po drodze. Zrezygnowany chodził po całym budynku i co chwilę przeklinał, a ja miałam z niego niezły ubaw. Koniec końców, nie oddałam mu jego własności.
I w tym samym momencie opadliśmy na podłogę w salonie. Wybuchnęliśmy śmiechem oczywiście. Nagle Louis zwędził jakąś gazetę ze stołu, której wcześniej w ogóle nie zauważyłam.
- Lou, co tam chowasz? - spytałam.
- Gdzie? - udawał głupiego.
- Weź nie udawaj, pokaż tę gazetę - wyszczerzyłam się.
Marchewkowaty spojrzał lekko przerażony na resztę przyjaciół, a ci wyglądali bardzo podobne. Zdziwiło mnie to. Nawet bardzo. Moja ciekawość się powiększyła i nim ktokolwiek zdołał zareagować zabrałam czasopismo pasiastemu.
Spojrzałam przelotnie na okładkę i już miałam odkładać ją z powrotem, kiedy w oczy rzuciło mi się pewne zdjęcie.

*WŁĄCZ*

Nie popatrzyłam na resztę, ale wiedziałam, że mnie obserwują. Drżącymi rękami otworzyłam magazyn i wystarczyło jedno spojrzenie, aby moje obawy się potwierdziły. Gazeta wyleciała mi z rąk i uderzyła o ziemię. Nogi wrosły mi w podłogę, nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Wtedy podszedł do mnie On. Chłopak, który w tak krótkim czasie, zdradził mnie dwa razy z tą samą dziewczyną.
- Pati, błagam... - zaczął, lecz mu przerwałam.
- Wiesz co? Jesteś żałosny. Nie wiem, to ma być śmieszne? Jedziesz sobie na święta do domu, chodzisz na spacery z tą Felicity i ją całujesz?! Zawiodłeś mnie. Po raz kolejny. Dałam ci drugą szansę, a ty... nie doceniłeś jej. Harry myślisz, że to tak łatwo jest zaufać?! - z każdym zdaniem mój głos stawał się głośniejszy. Widziałam łzy w oczach Harolda, ale nie robiły one na mnie żadnego wrażenia. - Nie wierzę, że pokochałam, ba! Nadal kocham kogoś takiego! I żałuję. Żałuję, że cię spotkałam.
Przerwałam i otarłam łzy z moich policzków. Ostatni raz spojrzałam na zespół. Wszyscy mieli głowy spuszczone w dół. Szybkim krokiem doszłam do hallu, porwałam z wieszaka kurtkę i wybiegłam z domu. Koniec tego. Ostatni raz dałam się komuś skrzywdzić. Ostatni raz zaufałam. Usłyszałam kroki za sobą, więc odwróciłam głowę. Harry. Przyspieszyłam i w ostatnim momencie wsiadłam do jakiegoś autobusu.
Nie miałam już siły powstrzymywać łez. Pozwoliłam im ujrzeć światło dzienne. Włożyłam ręce do kieszeni i dotknęłam czegoś. Długopis i zeszyt Zayna! Wyjęłam je, przetarłam oczy i po chwili wahania zaczęłam pisać. List. Do chłopaków, aby się nie martwili. Zatraciłam się w tym i nagle ktoś powiadomił mnie, że to już ostatni przystanek. Wysiadłam z pojazdu, znalazłam pocztę, za ostatnie pieniądze kupiłam kopertę oraz znaczek i wysłałam. Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się dookoła. Skręciłam w prawo. Jednego jestem pewna. Wyjeżdżam. Prawdopodobnie na zawsze. I jak najdalej od Londynu. Na razie skryję się w innym mieście, znajdę pracę, zarobię i wyjadę gdzieś za granicę. Najlepiej z powrotem do Nowego Yorku.
Nagle ujrzałam w oddali jakiś park. Skierowałam się w jego stronę i przechadzałam się alejkami. Wkroczyłam na pobliski pomost. Obserwowałam staw oraz słońce, które już niedługo będzie zachodzić.Włożyłam rękę w trzciny rosnące przy mnie. Były całkiem miłe w dotyku. Wtedy o rośliny zahaczyła się bransoletka od Harry'ego. Nie mogłam wyjąć stamtąd ręki, więc pociągnęłam z całej siły. Prezent od loczka rozpadł się na dwie części. Jedna wylądowała na pomoście, a druga na kamieniach wystających z wody. Odsunęłam lekko tą leżącą na drewnie i miałam zamiar sięgnąć tą drugą. Była ona jednak dalej niż myślałam, więc bardziej się wychyliłam. Poczułam wtedy, że tracę równowagę, a moje nogi osuwają się w dół...
*** oczami Harry'ego***
Ona jest całym moim światem, nigdy nie czułem czegoś takiego do kogokolwiek. Muszę... przeprosić ją. Wiem, że zawaliłem. Nie ma usprawiedliwienia dla mojego zachowania. Widziałem ją dzisiaj taką radosną, szczęśliwą. Jestem beznadziejny. Po raz kolejny coś zawaliłem.
Wybiegłem za nią. Co innego na razie mogłem zrobić? Ona, niestety, była za szybka. W końcu to mistrzyni Wielkiej Brytanii.
Wtedy ona wsiadła do autobusu i straciłem ją z oczu. Stanąłem na środku chodnika, zgiąłem się w pół i zakryłem twarz w dłoniach. Pojedyncze łzy zaczęły kapać na ziemię. I mnie olśniło. Czym prędzej popędziłem do domu i mówiąc chłopakom tylko, że wychodzę, wsiadłem do swojego samochodu i ruszyłem trasą tego autobusu. Jednak jej nigdzie nie było. Dotarłem do ostatniego przystanku i wysiadłem z samochodu. Po paru minutach szybkiego marszu doszedłem do jakiegoś parku. Zauważyłem ją. Stała na pomoście i dotykała ręką trzcin, które porastały brzeg stawu. Odetchnąłem z ulgą na widok jej bezpiecznej i miałem zamiar podbiec do niej. Nagle coś zasłoniło mi jej widok. Do moich uszu dobiegły piski i dopiero po kilku sekundach zarejestrowałem, co to takiego. Fanki! Też mają wyczucie. Skąd ich tyle się tu wzięło?! Otoczyły mnie i nie chciały puścić. Przepraszałem je, przepychałem się, ale to nic nie dawało. Cały byłem niespokojny. W końcu musiałem podjąć radykalne kroki. Siłą odepchnąłem dziewczyny i natychmiast pobiegłem nad staw. Nie był jej... Poszła sobie? W głębi duszy, czułem, że to nie to. Wszedłem na pomost i nadepnąłem na coś. Schyliłem się i ująłem w dłoń coś... Chwila... To część bransoletki, którą dostała ode mnie Pati! Przeraziłem się w zacząłem rozglądać się dookoła. Zauważyłem drugą część leżącą sobie spokojnie na kamieniu wystającym z wody. Prawie wpadała do stawu. I wtedy dotarła do mnie brutalna prawda. Bez zastanowienia wskoczyłem do wody. Przecież ona nie potrafi pływać! Mam nadzieję, że... a jednak. Widziałem jej ciało. Bezwiednie pływało sobie, a jej twarz była odwrócona w stronę dna. Wyłowiłem ją i cieszyłem oczy jej widokiem. Ale... ona nie oddychała! Spanikowałem. Zaczepiłem jakiegoś przechodnia i kazałem mu zadzwonić po pogotowie. Sam natomiast zacząłem udzielać jej pierwszej pomocy. Na marne. Ona... odeszła. Nigdy sobie nie wybaczę, że to przeze mnie zginęła. Gdyby nie ja... nadal by żyła.
Wzniosłem oczy ku niebu. Pomarańczowe słońce zachodziło, powodując niesamowitą atmosferę. Nie było ani jednej chmurki. Płakałem. I ostatni raz złożyłem na jej zimnych ustach delikatny pocałunek. 
_________________________________________________

I oto moja niespodzianka... Wybaczcie mi... 
I już... Koniec... Nie będę co wieczór zastanawiała się nad dalszymi losami Pati i Harry'ego... Nie będę sprawdzała komentarzy pod rozdziałami...
Wiecie, zakładając tego bloga nie spodziewałam się, że zajdę tak daleko. Zazwyczaj pisząc opowiadanie kończyłam na piątym rozdziale. A tutaj było inaczej. Myślę, że to dzięki wam tak długo to ciągnęłam. Już dawno stwierdziłam, że to opowiadanie jest bez sensu. Fabuła może nie była całkiem nudna, ale robiłam masę błędów i chyba to najbardziej mi przeszkadzało.
Przepraszam Was za to zakończenie. Ale takie najbardziej mi pasowało do tej historii. Ona od początku nie była za wesoła, więc stwierdziłam, że skoro wszystko idzie tym torem, wesoły koniec... nie pasowałby. Nie do tego bloga. Może niektórym z Was się to nie podoba. Trudno. Musicie uszanować moją decyzję. 
A teraz podziękowania. Jak już wspominałam, tylko dzięki Wam pisałam to opowiadanie. Patrząc na te komentarze pół dnia chodziłam uśmiechnięta, widząc, że podobają wam się moje bazgroły. To naprawdę miłe. Niby tylko kilka słów... Ale dzięki nim mój humor od razu się poprawiał. Miałam dla kogo to wszystko wymyślać... A teraz to skończyłam. Smutno mi i to bardzo, ale... nic nie trwa wiecznie. Każda rzecz prędzej czy później się skończy. I my nic na to nie możemy poradzić. 
Kocham Was dziewczyny i cieszę się, że wytrzymałyście ze mną tyle czasu! Niektóre z Was są ze mną niemal od początku, inne dołączyły nieco później. 
Blog istnieje od soboty 15 września 2012r. Pierwszą notkę dodałam właśnie tego dnia o godz. 20:18. 
Dotychczasowe wyniki ankiet:
"Podoba się blog? :)"
203 osoby kochają mojego bloga! Dzięki dziewczyny! 14 osób odpowiedziało, że "może być", a 5 osób myśli, że jest nudny.
No i podobno 170 osób czyta mojego bloga, co po komentarzach w ogóle nie widać. 
Mam 62 obserwatorów, 61 postów,  28 064 wyświetleń stron (jesteście kochane, dziękuję Wam z całego serca!) oraz 705 opublikowanych komentarzy (w czym dużo było moich).
I na sam koniec mam do was ogromną prośbę...
KAŻDY, KTO CZYTAŁ MOJEGO BLOGA (I TĄ NOTKĘ) NIECH SKOMENTUJE POD TYM POSTEM!
To naprawdę dla mnie ważne. :) Jeszcze raz Was przepraszam... Pewnie większość z Was jest zaskoczona... Czytałam komentarze pod 50 rozdziałem i wy byliście niczego nieświadomi... Wpadłam w paranoję, co może potwierdzić moja siostra, bo musiała słuchać mojego bezsensownego ględzenia.
Och, i jeszcze jedna rzecz. Zajmę się teraz moim drugim blogiem.


Gorąco pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za czytanie,
patty lubi żelki :3 
 
 







piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 50

Staliśmy z Liamem w progu domu i żadne z nas nie miało zamiaru się ruszyć. Wpatrywałam się tępo w przestrzeń i intensywnie myślałam. Jeśli Payne nie zgodzi się na moją propozycję, będę musiała zdać się sama na siebie.
- Słuchaj, bo... - powiedzieliśmy jednocześnie.
Zaśmialiśmy się.
- Dobra, najpierw wejdźmy do domu - odparłam i nie czekając na brata, zdjęłam kurtkę oraz buty i rzuciłam się na kanapę w salonie.
Po chwili dołączył do mnie Liam. Usadowił się wygodnie w fotelu i zaczął mi się przyglądać.
- Chciałaś mi coś powiedzieć? - spytał.
- Tak... Bo wiesz, skoro spędzamy święta razem... - powiedziałam, ale przerwał mi chłopak.
- Mogłaś jechać z Harry'm.
- Nie przerywaj m! - wrzasnęłam. - No, jak wspominałam, nie mamy co robić w święta. I tak pomyślałam sobie, że może byśmy wyjechali do Nowego Yorku, co?
Przygryzłam dolną wargę i czekałam na reakcję szatyna. On natomiast zamyślił się. Wokół nas panowała cisza, która aż dzwoniła w uszach. Wpatrywałam się w niego, a on wyglądał jakby obecnie nie znajdował się na tej planecie. Po kilki minutach bezczynnego siedzenia, nie wytrzymałam.
- Liam! Odpowiesz mi czy nie?! - krzyknęłam.
- Nie denerwuj się tak, siostra! W zasadzie to sam nad tym myślałem i uważam, że jest to świetny pomysł.
Uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam do niego. Po chwili stwierdziłam, że muszę się spakować, a braciszkowi poleciłam zarezerwować bilety. Jak się potem okazało, lot mamy z samego rana, więc szybko poszłam spać.
***
Dotarliśmy na lotnisko i czym prędzej wysiedliśmy z taksówki. Lekko (a nawet bardzo lekko) zaspaliśmy, więc musimy teraz cierpieć.
Po chwili jednak wygodnie siedzieliśmy już w samolocie i czekaliśmy na start. Nadal chciało mi się spać, więc wygodnie ułożyłam się w fotelu i całą podróż przespałam.
Obudził mnie Liam, który poinformował mnie, że wysiadamy. Odszukaliśmy nasze bagaże i skierowaliśmy się do wyjścia. W Nowym Yorku nastał ranek. Ach, te strefy czasowe... Okropność. 
Dotarliśmy do jakiegoś hotelu. Jadąc windą dostałam SMS-a od Harry'ego. Pytał się, co robię. Odpisałam mu, że jestem w Stanach Zjednoczonych. Udałam się do swojego pokoju i nie miałam czasu sprawdzić odpowiedzi. Dopiero, gdy mniej więcej wszystko ogarnęłam, komórka z powrotem znalazła się w moich rękach. Wyświetliły mi się pięć nieodebranych połączeń od mojego chłopaka. Natychmiast oddzwoniłam.
- Pati! Jak się cieszę, że oddzwaniasz! Już myślałem, że coś ci się stało! - Hazza odetchnął z ulgą, co wyraźnie usłyszałam.
- Spokojnie, nic mi nie jest... - odpowiedziałam.
- A właśnie, co robisz w USA?
- Eee... Odwiedzam stare miejsca. Pochodzę z Nowego Yorku i postanowiłam spędzić tu święta. Z Liamem.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i Harry oznajmił mi, że musi kończyć. Do mnie, z kolei, przyszedł Liam i powiedział, że za chwilę wychodzimy.
Wsiedliśmy do taksówki. Payne podał odpowiedni adres kierowcy i ruszyliśmy. Trochę się denerwuję. Zaraz miałam odwiedzić swój rodzinny dom. Miejsce, w którym spędziłam zarówno wspaniałe jak i tragiczne dla mnie chwile. W końcu stanęliśmy. Wysiadłam i niepewnie spojrzałam na brata. On złapał mnie za rękę i zadzwonił do drzwi. Otworzyła nam jakaś blond włosa nastolatka, która na widok PanaBojęSięŁyżeczek zaczęła skakać, piszczeć i nie wiadomo co jeszcze. Znudzona przewróciłam oczami. Kolejna fanka. Ile ich jeszcze?! Zaraz potem pojawiła się prawdopodobnie mama dziewczyny i odciągnęła córkę od wejścia. Nami zajęła się potem. Wpuściła nas do środka, a my nieśmiało usiedliśmy na kanapie.
- Kim jesteście i czego chcecie? - spytała niezbyt przyjemnie.
- No więc tak. Nazywam się Liam Payne, a to moja siostra Patricia Johnson - zaczął szatyn. - Tak się składa, że kiedyś mieszkaliśmy w tym domu i chcieliśmy go ponownie zobaczyć. Chyba nie przeszkadzałoby pani, gdybyśmy go obejrzeli?
- Ten Liam Payne? Z One Direction? A ty pewnie musisz być tą słynną dziewczyną Harry'ego Styles'a? - kobieta zasypywała nas pytaniami. 
- Tak, to my. To pozwoliłaby nam pani obejrzeć dom? - Liam ponowił prośbę.
- Wiecie, moje córki was uwielbiają, dlatego ze względu na nie, pozwolę wam. Nie robiłam żadnego remontu, więc wszystko jest po staremu.
I zaczęli patrzeć we wszystkie możliwe zakątki, przypominając sobie śmieszne sytuacje. Pani Eleonora, właścicielka domu, okazała się bardzo miła. Jej córki również. Zrobiły sobie sesję zdjęciową z Paynem. Ostatecznie zaprosili nas na wigilię. Nie mieliśmy konkretnych planów, więc zgodziliśmy się na tę propozycję. Nastolatki zaczęły się wtedy strasznie wydzierać i chyba trochę za głośno okazywało swoją radość. 
Ogółem, miło spędziłam te święta i jestem zadowolona, że przeżywałam je w Nowym Yorku.
_______________________________________________________

Mamy jubileusz! Cieszyć się! ;D Ta bum tss! ;P
I kolejna nuda i porażka. Przepraszam was za to badziewie, które piszę. Chciałabym naskrobać coś lepszego, ale mi nie wychodzi. ;/
Oczywiście nie obrażę się, jeśli pod tym rozdziałem pojawią się komentarze z opiniami, jaki to beznadziejny rozdział i w ogóle jak to beznadziejne piszę. Możecie spokojnie mnie hejtować. ;)
Pozdrawiam,
patty lubi żelki :3

P.S. W następnej notce pojawi się niespodzianka, ciekawe kto się ucieszy. :)

środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 49

Obudziłam się i uśmiech sam pojawił mi się na twarzy. Przytuliłam się do mojego chłopaka i obserwowałam go. Jest taki piękny! Jak to w ogóle możliwe, że taki przystojny chłopak mnie wybrał? Heh, pamiętam jak niedawno nie znosiłam go. Na każdy jego widok miałam odruch wymiotny. A teraz? Życie jest jednak nieprzewidywalne! Leżę właśnie obok kogoś, kogo wcześniej nienawidziłam. Pewniej jeśli wtedy ktoś powiedziałby mi, że zdarzy się taka sytuacja, wyśmiałabym go.
Harry zaczął powoli otwierać oczy i wyszczerzył się. Złożył na moich ustach pocałunek, po czym przyciągnął mnie do siebie.
- Długo nie śpisz? - usłyszałam jego zachrypnięty głos tuż koło mojego ucha.
- Nie... Raczej nie... - stwierdziłam.
- Wiesz, mógłbym się tak budzić codziennie - wyszeptał.
- Tak... Ja też - czułam się, jakbym była w jakimś transie.
Poleżeliśmy jeszcze chwilę w łóżku, ciesząc się sobą. Ale w końcu kiedyś trzeba było wstać.
Wzięłam prysznic i ubrałam się. Po mnie do łazienki wszedł Hazza, więc ja zeszłam na dół i postanowiłam zrobić śniadanie. Poszukałam wszystkich potrzebnych składników i już po chwili smażyłam naleśniki. Akurat kiedy skończyłam Harold wkroczył do kuchni. Spojrzał na stół, potem na mnie. Musnął moje usta swoimi i z uśmiechem na twarzy zasiadł do stołu. Dołączyłam do niego i wspólnie pałaszowaliśmy moje dzieło.
- Pati... Słuchaj, jutro jest Wigilia i ja dzisiaj wieczorem wyjeżdżam do mojej mamy... Chciałabyś spędzić te święta ze mną i moją rodziną? - spytał loczek z nadzieją w oczach.
- A co robią pozostali? - zmieniłam temat.
- No... Louis i Zayn też dzisiaj wyjeżdżają do swoich rodzin. A Liam... nie mam pojęcia.
- Harry... Nie zrozum mnie źle... Chciałabym pojechać do Holmes Chapel, ale... Zaplanowałam sobie już coś innego.
- Ach... rozumiem - odparł lekko zawiedziony. - A co będziesz robić?
- Muszę obgadać to jeszcze z Liamem - rzekłam wymijająco.
Skończyliśmy jeść, a Harry szybko popędził do salonu. Leń jeden! Musiałam sama pozmywać talerze. Później usiadłam obok niego i oglądałam razem z nim bajki, które niezbyt mnie ciekawiły. Nagle drzwi wejściowe zaczęły się otwierać, pewnie chłopcy wrócili. Hazza objął mnie ramieniem, a ja mocno się w niego wtuliłam.
- Gołąbeczki się już pogodziły? - do pokoju wpadł Lou.
- A żebyś wiedział - odparłam i wpiłam się w usta mojego chłopaka.
Oczywiście nie obyło się bez "uuu" z ich strony. Spędziłam z nimi godzinkę i stwierdziłam, że muszę się zbierać. W końcu kiedyś muszę kupić im te prezenty.
Dotarłam do centrum handlowego i porwał mnie wir zakupów. Miałam jeszcze swoje zaoszczędzone pieniądze, które pewnie wszystkie wydam.
Wchodziłam chyba do każdego sklepu, jaki był w galerii. Miałam zamiar właśnie wejść do takiego z biżuterią, kiedy drzwi się otworzyły i walnęły mnie. Upadłam na ziemię, a torby z zakupami wypadły mi z ręki.
- Przepraszam! to było niechcący - jakaś dziewczyna pomogła mi wstać.
Chwilunia... Te ciemnoblond włosy coś mi przypominają...
- No nie wierzę własnym oczom! Znowu się spotykamy! - wykrzyknęła uradowana nastolatka.
- Wybacz, ale... - chciałam coś powiedzieć, ale przerwano mi.
- Amanda Blood, w skrócie Amy - zaśmiała się.
- Ach tak! Już pamiętam! Spotkałyśmy się w parku i dałam ci autograf! - ożywiłam się.
Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś ją spotkam.
- Czyli jednak mnie pamiętasz!
- Takich ładnych i miłych osób się nie zapomina - uśmiechnęłam się.
Zaraz... To nazwisko... Blood... Przecież tak się nazywała kobieta, która mnie podwiozła do Londynu z Holmes Chapel!
- Heh, dzięki. Potrzebna ci może towarzyszka? - spytała z nadzieją.
- Oczywiście.
Nie poruszałam na razie tematu tamtej pani. Wolałam spędzić miły dzień. Z resztą Amy okazała się bardzo dobrą pomocniczką. Bez niej wybierałabym te prezenty dłużej. Ona, z kolei, byłam wniebowzięta, że może wybierać rzeczy dla samego One Direction.
Po południu wyczerpane udałyśmy się do kawiarni. Kupiłyśmy już to, co zamierzałyśmy. Jak przypuszczałam, poszły na to wszystkie moje oszczędności.
W trakcie rozmowy przerwał nam telefon Amandy. Rozmawiała z kimś aż piętnaście minut, co chwilę się śmiała.
- Mam dla ciebie propozycję - oznajmiła, gdy skończyła gadać.
- Zabrzmiało to dosyć drastycznie - zaśmiałam się.
- Nie to miałam na myśli - zawtórowała mi.
- No dobra. Więc co to takiego?
- Moja ciocia właśnie jedzie wybrać nowy samochód. Chcesz jechać z nami?
- A mogę? - podniosłam jedną brew.
- Ależ oczywiście!
Zebrałyśmy torby i ruszyłyśmy przed centrum. Zajechał tam samochód, do którego wsiadła Amanda, a ja tuż za nią.
- Witaj Amy - powiedział znany mi głos. - Ooo! Nie myślałam, że cię kiedyś jeszcze spotkam, Pati!
- Ja też nie, Jennifer! - odparłam.
- To wy się znacie? - nastolatka pokazywała to na mnie, to na blondynkę.
- Jak widzisz - odpowiedziała kobieta, która włączała silnik.
Spędziłam tę podróż w przyjemnej atmosferze. W końcu dotarłyśmy do salonu samochodowego. Już z zewnątrz biła od niego nowoczesność. Pewnie właściciel jest strasznie bogaty.
Szłam na przodzie, rozglądając się dookoła. Zwykły salon. Zanim dotarłyśmy do drzwi, te otworzyły się z hukiem i wypchnięto z nich jakiegoś mężczyznę. Zaciekawiona tym zdarzeniem podeszłam bliżej.
- Żebym cię tu więcej nie widziała! - wrzeszczała jakaś młoda kobieta.
Obok niej stali dwaj ochroniarze. Patrzyli groźnie na faceta, który jak najszybciej się stamtąd zmył. I ludzie zniknęli we wnętrzu budynku. Popatrzyłam ze zdziwieniem na Jennifer oraz Amy, ale one odpowiedziały mi tylko wzruszeniem ramion. Wolnym krokiem także ruszyłyśmy do środka. Przekroczyłyśmy próg i w oczy rzuciły mi się nowoczesne samochody. Ogółem wystrój był taki... nowoczesny, inny. Na pewno nie fundował tego biedak.  
Jenny podeszła do kobiety obsługującej, a ja z Amandą oglądałyśmy samochody. Już po kilku minutach dołączyła do nas blondynka z jeszcze tą, która krzyczała na tego mężczyznę w drzwiach.
Dopiero teraz przyjrzałam się jej uważnie. O k**rwa! Ona ma włosy do połowy ud! Jeszcze w jakim cudownym kolorze! Trochę ciemniejsze od moich. Wyglądają na farbowane, ale palca bym odciąć nie dała. Ile ona musiała je zapuszczać! Z pięć lat, jak nie dłużej. Ale efekt jest imponujący. Sama chciałabym mieć takie włosy.
- Ekhem. Może by mnie pani przedstawiła? - kobieta spojrzała na Jennifer z irytacją.
- No tak. Amy, Pati, to Jane, właścicielka tego salonu - odparła ciocia Amandy.
Uścisnęłyśmy sobie dłonie. Ona nie ma więcej niż dwadzieścia lat. To niemożliwe, żeby dorobiła się takiego bogactwa! Ukradkiem ponownie spojrzałam na nią.
- Dziewczyno, nie obserwuj mnie tak, bo dziwnie się czuję - Jane uśmiechnęła się, a ja zmieszałam.
Jakim cudem ona zauważyła, że się jej przyglądam? Magia.
Właścicielka pokazała nam samochody i opowiadała jak to się stało, że jest taka bogata. Kiedyś ten interes należał do jej ojca. Niestety jej tata zmarł rok temu i że kochał bardzo swoją córkę, przepisał jej wszystko.
Podsumowując, Jane jest miła, ale potrafi postawić na swoim i gdy coś się jej nie podoba, powie to bez skrępowania. Ma też zajebiście długie, brązowe włosy oraz śliczne, duże, niebieskie oczy. To z pewnością ciekawa osoba.
Wieczorem, Jennifer odwiozła mnie do domu i wymieniłam się numerami z Amy. Pomachałam dziewczynom i skierowałam się do środka budynku.Trafiłam akurat na moment, w którym Liam żegnał Zayna oraz Louisa. Chwilę później wyjechał Harry. Zostałam sama z Liamem i musiałam poinformować go o moim pomyśle. 
_________________________________________________________

I nowy rozdzialik. ;) Już niedługo pięćdziesiątka!  ;D
Scena z Jane specjalnie dla mojej przyjaciółki Asi ^^ To dla Ciebie! Chyba dobrze, mi wyszło, co nie? :3
I jak wam się podoba teledysk do "Kiss you"? :)
Czytasz=komentujesz :D
Pozdrawiam,
patty lubi żelki :3

sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział 48

Prawie cały dzień przesiedziałam w pokoju. I nadal nie wiem, co mam zrobić. Kocham Harry'ego, chciałabym go pocałować czy chociaż przytulić. Ale boję się. Boję się, że znowu zostanę zraniona. Że będę cierpieć.
Nagle usłyszałam, że na dole coś się dzieje. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach. To, co tam ujrzałam bardzo mnie zdziwiło. W salonie stały dwie walizki. Ale nigdzie nie było chłopaków. Przecież przed chwilą jeszcze tu rozmawiali!
- Kogo to bagaże?! - wydarłam się.
- Moje - odpowiedział mi głos za plecami.
Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Nialla. Matko, czy to znaczy, że... on się wyprowadza?!
- Ale... po co ci one? - spytałam.
Blondyn roześmiał się i odparł:
- Nie martw się, Pati. Nie wyprowadzam się, tak szybko się mnie nie pozbędziesz.
- Ale...
- Wyjeżdżam tylko do Irlandii na święta. W końcu, w poniedziałek Wigilia.
Zaraz... Czy on powiedział, że w poniedziałek jest Wigilia?! Ale jak to? Tak szybko ten czas zleciał? Ja nawet nie mam żadnych planów!
- Och. Kiedy? - wydusiłam.
- Za półgodziny będę się zbierał na lotnisko - chłopak uśmiechnął się lekko.
- Czemu ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?
- Cały tydzień byłaś nieobecna, więc się nie dziw.
Rozmawiałam z nim aż do jego wyjazdu. Niestety, czas nam szybko minął. Po trzydziestu minutach odbyły się pożegnania. Liam, Zayn i Harry zrobili to w domu, a ja i Louis odwoziliśmy go na lotnisko. Posiedzieliśmy z nim parę minut i też musieliśmy się rozstać. Przytuliłam Horana i powiedziałam, że będę tęsknić, co oczywiście jest prawdą, bo Niall to mój taki drugi starszy brat.
I potem z powrotem znalazłam się w samochodzie.
- Co powiesz na jakiś mały wypadzik? - Lou uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Nie mam ochoty - mruknęłam.
- No weź, będzie fajnie - zachęcał mnie.
- Chłopaki będą się martwić - próbowałam zniechęcić chłopaka.
- To żaden problem - marchewkowaty wyjął telefon i wysłał do Liama SMS-a, że porywa mnie gdzieś i będziemy później. - Widzisz, teraz nie masz już odwrotu.
Nie odpowiedziałam nic. Założyłam ręce na piersi, a Louis odpalił samochód i cieszył się, że wygrał. Wielkie mi halo. Nie mam ochoty na żadne wyjścia, a on bezczelnie mnie zmusił. No cóż, może ten pomysł nie będzie aż taki zły. Marchewkowaty włączył radio, a mi to wcale nie przeszkadzało. Aż się zdziwiłam. Czyżbym powoli znów przekonywała się do muzyki?
Po jakimś czasie Lou zaparkował przed... wesołym miasteczkiem?! Jak przystało na dżentelmena, otworzył mi drzwi i następnie wziął pod ramię. Byłam zaskoczona tą sytuacją i nie mogłam wydusić z siebie choćby słowa. Musiałam przyznać, że spodobał mi się ten pomysł.  
Napadło na nas kilka albo kilkanaście fanek, ale to nie była katastrofa. Nie przeszkadzało mi to, bo spędziłam przecudowne popołudnie z tym chłopakiem. Ile on właściwie ma lat?
- Hej, Lou - zagadnęłam go, kiedy szliśmy na kolejną atrakcję. - Ile ty masz lat?
Marchewkowaty zaśmiał się pod nosem i odpowiedział mi:
- W Wigilię kończę 21.
- Serio?! Jesteś już taki stary?! - stanęłam.
- No wiesz co - Louis udał obrażonego.
Przytuliłam go na pocieszenie, a on od razu się rozpogodził. Muszę pomyśleć, co będę robić w święta. I jeszcze kupić prezenty chłopakom! Louisowi kupię podwójny, niech się cieszy. Ale mam mało czasu! Kurde! Jak ja się wyrobię?!
Niestety po zwiedzeniu całego wesołego miasteczka ruszyliśmy do domu. Chłopak wysadził mnie przed domem, a sam mówił, że wyjeżdża gdzieś i nie będzie go na noc. Podobno do swojej dziewczyny. Zdziwiłam się tym faktem. Mieszkam już tyle czasu u chłopaków, a on jeszcze ani razu tam nie była. Dziwne.
Weszłam do domu i rozebrałam się.
- Cześć chłopaki! - wrzasnęłam, ale odpowiedziała mi cisza.
Zdziwiłam się. Zajrzałam do salonu - pusto. W kuchni tak samo. A nie, chwilunia...  Leżała tam jakaś kartka.

Wybacz, że cię tak zostawiamy bez słowa. Nie będzie nas na noc, mamy nadzieję, że wyjaśnisz sobie wszystko z Harry'm, ponieważ on został w domu.
Liam i Zayn

A to szuje podstępne! Już ja im pokażę jak wrócą. Dobra... Pójdę do swojego pokoju i udam, że w domu nie ma Hazzy. To genialne rozwiązanie! Miałam wchodzić po schodach na górę, kiedy w oczy rzuciła mi się kartka przyczepiona na ścianie. Podeszłam do niej niepewnym krokiem. Znajdował się tam napis:
Pati! Idź tam! i strzałka.
To są jakieś jaja? Według tego czegoś miałam wyjść na taras. Pewnie to jakieś sztuczki loczka. Miałam się już wycofywać, kiedy jakiś głosik w mojej głowie podpowiedział mi, że mam tam iść. Westchnęłam, ubrałam kurtkę i wyszłam na dwór. Znajdowała się tam kolejny napis ze strzałką. Uniosłam jedną brew do góry. Wzruszyła ramionami i posłusznie skierowałam się w tamtą stronę. Była to część ogrodu, taka ukryta. Otoczona krzakami, wydawała się taka magiczna. Tylko teraz coś było inaczej. Leżał tam koc, na którym znajdowało się jedzenie oraz wino, a wokoło pełno świeczuszek oraz płatków róż. Nagle ktoś zasłonił mi oczami.
- Zgadnij kto to? - usłyszałam seksowny zachrypnięty głos tuż koło mojego ucha i mimowolnie się wzdrygnęłam. 
Odwróciłam się do loczka i uśmiechnęłam się do niego ciepło. Usiedliśmy na kocu. Piliśmy, jedliśmy. Na początku rozmowa się nie kleiła, nie widzieliśmy o czym gadać, ale jakoś daliśmy radę. Widziałam jak Harry się stara, aby zdobyć moje przebaczenie. Przeanalizowałam wszystko dokładnie po raz kolejny i podjęłam decyzję. 
Zaraz miałam zrobić to, czego podświadomie pragnęłam od dawna. Nachyliłam się nad nim i spojrzałamw jego piękne, duże, zielone oczy, które nie ukrywały teraz zdumienia. Złożyłam na jego ustach pocałunek, który natychmiast pogłębił. Byłam wniebowzięta, czułam się wspaniale. Trwaliśmy tak może minutę, a może dziesięć. Ale kiedyś musieliśmy przerwać.
- Co... co to oznacza? - spytał Hazza próbując uspokoić swój przyspieszony oddech.
- Harry... Kocham cię i nie mogę bez ciebie żyć. Wybaczam ci. Daję drugą szansę.
Styles nie pozwolił mi już nic więcej powiedzieć, bo ponownie wpił się w moje usta i znowu mogłam poczuć to niesamowite uczucie. Uwielbiałam czuć smak jego ust, móc wplątać swoją dłoń w jego gęste, brązowe loki. 
Wstaliśmy powoli i nadal się całując ruszyliśmy w stronę domu. Tam, loczek wziął mnie na ręce i wszedł ze mną do góry. Weszliśmy do, przypuszczam jego pokoju. Nie jestem pewna, bo skupiałam się na pocałunkach, którymi mnie obdarowywał. 
Położył mnie na łóżku i ściągnął bluzkę. Nie byłam mu dłużna, po chwili mój chłopak także nie miał górnej garderoby. Takim sposobem pozbyliśmy się swoich ubrań. Harold całował mnie po szyi, a ja oddałam się błogiej rozkoszy. Czułam jego ręce na swoim ciele i muszę przyznać, że podobało mi się to. Wkrótce potem przeszliśmy do czynności, którą wykonywaliśmy calutką noc...
_________________________________________________

Uff! Nie wiedziałam jak zabrać się za ten rozdział. Cierpię na chorobę zwaną "brak weny". Pewnie większość z was wie, o co mi chodzi, dlatego tym mogę wytłumaczyć ten rozdział. Wiem, że nie jest zbyt interesujący, ale cóż poradzić. ;)
Tak w ogóle cieszycie się, że Pati i Harry się pogodzili? ^^
No i oczywiście nie zapominajcie o komentowaniu! ;D
Dobra, ja już lecę, bo mama właśnie wyjęła zapiekanki z piekarnika. Mmm. ;D
Pozdrawiam,
patty lubi żelki :3

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 47

Następnego dnia obudziłam się w potwornym stanie. Wszystko mnie bolało, nie wyspałam się. Jakimś cudem wstałam z łóżka i zrobiłam poranne czynności, gdyż zaraz będę musiała iść do szkoły. No niestety, Liam mi dzisiaj nie pozwolił zostać w domu. W sumie, to on nie jest moim ojcem, więc czemu ja się go słucham?
Zeszłam na śniadanie i na moje nieszczęście w kuchni przebywała reszta domowników. Także Harry z podbitym okiem. I pomyśleć, że to drugi raz kiedy mu przywaliłam. Pierwszy odbył się podczas niefortunnego spotkania w parku, kiedy to złapał mnie za pewną część mego ciała, a nie powinien.
- OMG, Pati wyglądasz jak wrak człowieka! - wykrzyknął Louis, gdy mnie zobaczył.
- Dzięki, naprawdę Lou, potrafisz podnieść człowieka na duchu - westchnęłam i zasiadłam do stołu.
Zjadłam kanapki i razem z One Direction pojechałam do szkoły.
Lekcje minęły mi szybko. Cały czas chodziłam rozkojarzona, zamyślona, nieobecna. Myślałam o tym, co teraz będzie pomiędzy mną a Harry'm. Wybaczyć mu? Nie wiem. A może chociaż go wysłuchać? Na razie nie, nadal jestem na niego zła. Kiedyś może dam mu się wytłumaczyć, ale jeszcze nie teraz. 
Nie poszłam na zajęcia dodatkowe. Nie miałam ochoty przebywać na nich.
I tak minął mi czas do soboty. Harry w ogóle nie starał się ze mną porozmawiać, za co poniekąd jestem mu wdzięczna, bo mnie nie zamęczał. Tylko znowu pojawiło się to pytanie... Przestało mu zależeć? Ta cholerna niepewność jest najgorsza. Chyba muszę z nim porozmawiać. W końcu minął tydzień od tamtego nieszczęsnego wydarzenia i uważam, że jestem gotowa.
Obecnie biegam sobie po parku, więc gdy tylko wrócę, pójdę do niego. Muszę wiedzieć na czym stoję. Po półgodzinie skierowałam się do domu i od razu rzuciłam się do kuchni. Chwyciłam butelkę z wodą i wypiłam ją w kilka sekund. W pomieszczeniu przebywali akurat Liam i Zayn, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali.
- O czym gadacie? - wysiliłam się nawet na slaby uśmiech.
- Pamiętasz ten dzień, gdy wróciłaś do domu i wszystko było zdemolowane? - zapytał Payne.
Zmarszczyłam brwi i próbowałam przypomnieć sobie tamto wydarzenie.
- Ach tak! To podobno jakaś psychofanka była i mi groziła - wydukałam.
- Dokładnie. Zgłosiliśmy to wtedy na policję i zadzwonili do nas teraz, że niczego nie znaleźli - wytłumaczył Zayn.
- To mają tempo - rzekłam i pobiegłam na górę.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w jakieś normalnie ubrania i stanęłam przed drzwiami mojego chłopaka. A może już nie mojego...?
Przez pięć minut wahałam się. W końcu był jeszcze czas, aby się wycofać... Nie! Muszę z nim porozmawiać! Wzięłam głęboki oddech i podniosłam rękę, aby zapukać. Zanim zdążyłam to zrobić drzwi się otworzyły i stanął w nich przygnębiony loczek. Na mój widok nieco się uśmiechnął. Zaprosił mnie gestem ręki do środka, a ja lekko się denerwując usiadłam na jego łóżku. On usadowił się na krześle naprzeciwko mnie. Przez parę minut siedzieliśmy w ciszy. Ja patrzyłam wszędzie, tylko nie na niego, a on natomiast wpatrywał się we mnie. Czułam jego spojrzenie na sobie, co troszkę mnie krępowało.  
- Powiesz coś w końcu? - odezwałam się niepewnie, bo ta cisza działała mi już na nerwy.
- Jesteś piękna - odparł.
- Dobra, myślałam, że masz mi coś do powiedzenia, ale skoro nie, to wychodzę - wstałam nieco wściekła, lecz on mnie przytrzymał i ponownie posadził na łóżku oraz ukucnął przy mnie.
Znów unikałam jego spojrzenia, ale on skutecznie temu zaradził. Złapał mnie za podbródek i uniósł lekko do góry. Nie miałam wyjścia, musiałam patrzeć mu w oczy.
- Pati... - zaczął mówić lekko przestraszonym głosem, ale starał się być stanowczy. - Ja... naprawdę cię kocham... Ciebie i tylko ciebie... Nie kłamałem wtedy, to ty jesteś dla mnie najważniejsza... Pamiętasz jak wtedy przyszedłem do ciebie na taras, prawda? Następnie wróciłem do kuchni, gdzie Felicity nie było... Chciałem wyciągnąć szklankę z szafki i stałem tyłem do drzwi... Nagle ktoś zasłonił mi oczy, odwrócił przodem do siebie i zaczął całować... Byłem przekonany, że to ty, Pati, dlatego odwzajemniłem pocałunek... Tak mi głupio...
I Styles spuścił głowę na dół. Czyżby się wstydził...?
- Ja... nie wiem co powiedzieć... Trochę marne to twoje tłumaczenie... Z resztą, nie poznałeś, że to nie jestem ja? - spytałam.
- Przepraszam - powiedział tylko cichutko.
Wstałam i skierowałam się w stronę drzwi. Stanęłam w progu i popatrzyłam na Harry'ego. Zajął moje miejsce i schował twarz w dłoniach.
- Wybacz, ale muszę to wszystko sobie przemyśleć... - odparłam.
Po czym pobiegłam szybko do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i pozwoliłam łzom wypłynąć na wierzch. Nie wiem, co mam o tym myśleć. To jego tłumaczenie jest... po prostu bez sensu. Wyglądało to tak, jakby wymyślił je na poczekaniu. I co ja mam teraz zrobić...?
___________________________________________________

Dzisiaj taki krótki, ale nie mam za bardzo czasu na pisanie. :)
Czytasz=komentujesz
Pozdrawiam,
patty lubi żelki :3

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Nowy Rok niebawem !

No więc już za parę godzin powitamy rok 2013 ! :)

 



Chciałabym wam życzyć tak po prostu szczęśliwego nowego roku! <33
Żeby w ten następny był o wiele lepszy od tego, aby spełniły się wasze marzenia i żebyście wytrwali w swoich postanowieniach noworocznych, o ile takie macie ! ;P
I żebyście wytrzymali tutaj ze mną jeszcze trochę :)
Macie tu trochę fajerwerków ;D
 


 P.S.  Jeszcze nie wiem, kiedy nowy rozdział :)